Nie wiemy, kim będzie nasze dziecko. Zadbajmy, żeby matematyka nie zamknęła mu drzwi

Joanna Grodecka autor:
Joanna Grodecka
Rozmowa o franczyzie edukacyjnej z przyszłymi partnerami MatPlus

Kie­dy nasze dzie­ci są małe, podej­mu­je­my za nie set­ki decy­zji. Dba­my o ich zdro­wie, die­tę, ruch, sen, rela­cje i roz­wój. Zasta­na­wia­my się, jak wspie­rać ich psy­chi­kę, jak budo­wać poczu­cie wła­snej war­to­ści, jak chro­nić je przed nad­mia­rem ekra­nów i jak przy­go­to­wać do życia w świe­cie, któ­ry zmie­nia się szyb­ciej, niż jeste­śmy w sta­nie przewidzieć.

Współ­cze­sny rodzic ma przy tym poczu­cie, że odpo­wie­dzial­no­ści jest coraz wię­cej. Trze­ba nie tyl­ko wycho­wać dziec­ko, ale tak­że świa­do­mie wspie­rać jego edu­ka­cję, obser­wo­wać emo­cje, reago­wać na trud­no­ści, pil­no­wać, żeby nie zgu­bi­ło się w świe­cie goto­wych odpo­wie­dzi, tech­no­lo­gii i cią­głych bodźców.

A jed­no­cze­śnie nie mamy poję­cia, kim nasze dziec­ko będzie za 10 czy 15 lat.

I dobrze.

Sied­mio- czy dzie­się­cio­la­tek nie musi jesz­cze wie­dzieć, co będzie stu­dio­wał, jaki zawód wybie­rze ani jakie przed­mio­ty będzie kie­dyś zda­wał na matu­rze roz­sze­rzo­nej. Naszym zada­niem nie jest zapla­no­wa­nie mu przyszłości.

Naszym zada­niem jest zadba­nie o to, żeby kie­dy przyj­dzie czas wybo­ru, nadal mia­ło z cze­go wybierać.

I wła­śnie dla­te­go, obser­wu­jąc dziś moje pra­wie doro­słe dzie­ci, ich przy­ja­ciół, ich decy­zje, trud­no­ści, rze­czy, któ­re doda­ją im pew­no­ści sie­bie, oraz te, któ­re zaczy­na­ją ogra­ni­czać ich moż­li­wo­ści, coraz czę­ściej docho­dzę do jed­ne­go wniosku:

porząd­na edu­ka­cja mate­ma­tycz­na jest nadal jed­ną z naj­lep­szych inwe­sty­cji, jakie może­my dać dziecku.

Nie dla­te­go, że każ­dy ma zostać mate­ma­ty­kiem, lub będzie w doro­słym życiu obli­czać del­tę albo sto­so­wać wzo­ry skró­co­ne­go mnożenia.

I tu nasu­wa się pytanie:

Po co nam wzory, których później „nigdy nie używamy”?

Bar­dzo czę­sto sły­szę od dorosłych:

„Po co ja się tego wszyst­kie­go uczy­łem? Prze­cież nigdy w życiu nie uży­łem wzo­rów skró­co­ne­go mnożenia”.

I rze­czy­wi­ście. Nikt z nas nie sia­da rano przy biur­ku i nie zasta­na­wia się, czy wła­śnie dziś przy­da mu się wzór na róż­ni­cę kwadratów.

Tyl­ko że nie na tym pole­ga war­tość ucze­nia się matematyki.

Wyobraź­my sobie bok­se­ra przy­go­to­wu­ją­ce­go się do wal­ki. Ska­cze na ska­kan­ce, bie­ga, ćwi­czy koor­dy­na­cję, szyb­kość i pra­cę nóg. Pod­czas wal­ki nikt nie poda mu jed­nak ska­kan­ki i nie popro­si, żeby przez trzy minu­ty wyko­ny­wał podskoki.

Czy to ozna­cza, że tre­ning na ska­kan­ce był niepotrzebny?

Oczy­wi­ście, że nie.

Ska­kan­ka nie jest celem. Jest narzę­dziem tre­nin­go­wym, dzię­ki któ­re­mu bok­ser przy­go­to­wu­je się do znacz­nie trud­niej­sze­go zadania.

Z mate­ma­ty­ką jest podobnie.

Nie cho­dzi wyłącz­nie o to, czy za dwa­dzie­ścia lat będzie­my pamię­ta­li kon­kret­ny wzór. Roz­wią­zu­jąc rów­na­nia, zada­nia geo­me­trycz­ne czy wie­lo­eta­po­we pro­ble­my mate­ma­tycz­ne, uczy­my się ana­li­zo­wać infor­ma­cje, dostrze­gać zależ­no­ści, szu­kać stra­te­gii i spraw­dzać, czy uzy­ska­ne roz­wią­za­nie ma sens.

Orga­ni­za­cja Współ­pra­cy Gospo­dar­czej i Roz­wo­ju (OECD), opi­su­jąc kom­pe­ten­cje mate­ma­tycz­ne, rów­nież nie spro­wa­dza ich do wyko­ny­wa­nia dzia­łań. W cen­trum sta­wia mate­ma­tycz­ne rozu­mo­wa­nie oraz umie­jęt­ność wyko­rzy­sta­nia mate­ma­ty­ki do roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów i podej­mo­wa­nia uza­sad­nio­nych decyzji.

Dla­te­go mate­ma­ty­ka jest dla mnie tro­chę jak siłow­nia dla mózgu.

Nie wszyst­kie ćwi­cze­nia wyko­nu­je­my po to, żeby kie­dyś powtó­rzyć je dokład­nie w tej samej for­mie. Wyko­nu­je­my je po to, żeby przy­go­to­wać się do znacz­nie bar­dziej zło­żo­nych problemów.

Dobra matematyka zostawia otwarte drzwi

Jest jed­nak jesz­cze jeden, bar­dzo prak­tycz­ny powód, dla któ­re­go war­to dbać o edu­ka­cję mate­ma­tycz­ną dziec­ka znacz­nie wcze­śniej niż w kla­sie maturalnej.

Mate­ma­ty­ka daje wybór. Zanie­dba­na mate­ma­ty­ka może ten wybór bar­dzo ograniczyć.

Dzi­siaj nie wie­my, czy nasze dziec­ko za kil­ka lat zain­te­re­su­je się infor­ma­ty­ką, archi­tek­tu­rą, eko­no­mią, inży­nie­rią, fizy­ką, ana­li­zą danych czy zupeł­nie inną dzie­dzi­ną. Nie wie­my też, jak będą wyglą­da­ły kie­run­ki stu­diów i zawo­dy, któ­re dopie­ro powstaną.

Wie­my nato­miast, że mate­ma­ty­ka pozo­sta­je waż­nym ele­men­tem rekru­ta­cji i póź­niej­szej edu­ka­cji na bar­dzo wie­lu kie­run­kach tech­nicz­nych, ści­słych, infor­ma­tycz­nych, eko­no­micz­nych czy ilo­ścio­wych. Na czę­ści uczel­ni ma zna­cze­nie nawet nie­za­leż­nie od wybra­ne­go kie­run­ku, przy­kła­do­wo w rekru­ta­cji AGH na rok aka­de­mic­ki 2026/2027 wynik z mate­ma­ty­ki pod­sta­wo­wej jest ele­men­tem wskaź­ni­ka rekru­ta­cyj­ne­go na wszyst­kie kie­run­ki stu­diów pierw­sze­go stopnia.

I tu poja­wia się coś, co z per­spek­ty­wy mamy pra­wie doro­słych dzie­ci widzę dzi­siaj dużo wyraź­niej niż kil­ka­na­ście lat temu.

Nie zale­ży mi na tym, żeby moje dzie­ci wybra­ły matematykę.

Zale­ży mi na tym, żeby mogły ją wybrać, jeśli będą chciały.

Dzisiaj widzę to na własnych dzieciach

Moje dzie­ci przez całe przed­szko­le i szko­łę pod­sta­wo­wą uczest­ni­czy­ły w dodat­ko­wej edu­ka­cji mate­ma­tycz­nej. Byłam przy tym nie tyl­ko ich mamą, ale przez dużą część tej dro­gi rów­nież ich Nauczycielką.

Dzi­siaj jed­no z nich jest już na stu­diach, dru­gie w tym roku zda­je maturę.

Mój syn nie wybrał mate­ma­ty­ki jako swo­jej dal­szej dro­gi. Jego marze­niem była medy­cy­na, dla­te­go posta­wił na bio­lo­gię i che­mię i dzi­siaj stu­diu­je na kie­run­ku medycznym.

I wła­śnie tutaj widzę coś, co jest dla mnie bar­dzo ważne.

On miał wybór.

Mógł roz­wa­żać inne kie­run­ki. Mate­ma­ty­ka nie była przed­mio­tem, któ­ry z góry skre­ślał część moż­li­wo­ści. Osta­tecz­nie nie wybrał tej dro­gi nie dla­te­go, że była dla nie­go nie­do­stęp­na, ale dla­te­go, że bar­dziej chciał pójść inną.

I to jest ogrom­na różnica.

Moja cór­ka jest dziś w kla­sie matu­ral­nej. Wybra­ła roz­sze­rzo­ną mate­ma­ty­kę i fizy­kę. Nadal nie wie, jakie stu­dia osta­tecz­nie wybie­rze, i uwa­żam, że nie musi jesz­cze tego wiedzieć.

Widzę jed­nak coś, co bar­dzo mnie cie­szy. Kie­dy zasta­na­wia się nad uczel­nia­mi i kie­run­ka­mi, nie zaczy­na od pytania:

„Czy ja w ogó­le dam sobie radę z matematyką?”

Może patrzeć na ofer­tę stu­diów przez pry­zmat tego, co ją inte­re­su­je, a nie przez pry­zmat przed­mio­tów, któ­rych kie­dyś nie zro­zu­mia­ła albo któ­rych zaczę­ła się bać.

I wła­śnie to, patrząc dzi­siaj na moje pra­wie doro­słe dzie­ci, uwa­żam za jeden z naj­więk­szych suk­ce­sów ich mate­ma­tycz­nej edukacji.

Nie to, że obo­je zosta­li mate­ma­ty­ka­mi, bo nie zostali.

Rów­nież nie to, że muszą wybrać kie­run­ki ści­słe, bo nie muszą.

Ale to, że mate­ma­ty­ka nie zde­cy­do­wa­ła za nich.

Obser­wu­jąc wła­sne dzie­ci oraz słu­cha­jąc histo­rii naszych uczniów, wiem jed­no: war­to zadbać o mate­ma­ty­kę wcze­śniej, zanim sta­nie się ogra­ni­cze­niem. Bo dobra edu­ka­cja mate­ma­tycz­na nie wybie­ra dziec­ku przy­szło­ści, daje mu szan­sę, żeby kie­dyś napraw­dę mogło wybrać ją samo.


Joan­na Grodecka
autor­ka meto­dy Mat­Plus – Doświad­czaj i Obliczaj!
Pre­zes MatPlus

Polityka prywatności | Polityka cookies | © Copyright 2026. All Rights Reserved. | Euforino

crossmenu