Logiczne myślenie u dzieci, jak je rozwijać w domu i dlaczego warto zacząć wcześnie?

Joanna Grodecka autor:
Joanna Grodecka
rozwój logicznego myślenia

Jak rozwijać logiczne myślenie u dzieci? Zacznij od tego, żeby dać mu czas na myślenie

Kie­dy roz­ma­wiam z rodzi­ca­mi o tym, cze­go naj­bar­dziej ocze­ku­ją od zajęć mate­ma­tycz­nych, coraz czę­ściej sły­szę, że zale­ży im nie tyl­ko na spraw­nym licze­niu czy lep­szym radze­niu sobie z mate­ma­ty­ką w szko­le. Rodzi­ce chcą, aby ich dzie­ci potra­fi­ły logicz­nie myśleć, samo­dziel­nie szu­ka­ły roz­wią­zań, wycią­ga­ły wnio­ski i nie pod­da­wa­ły się w chwi­li, kie­dy odpo­wiedź nie poja­wia się od razu.

Bar­dzo mnie to cie­szy, ponie­waż wła­śnie takie spoj­rze­nie na roz­wój dziec­ka jest mi szcze­gól­nie bliskie.

Jed­no­cze­śnie mam wra­że­nie, że stwo­rze­nie dzie­ciom warun­ków do praw­dzi­we­go myśle­nia sta­je się dzi­siaj coraz więk­szym wyzwa­niem. Żyje­my szyb­ko, mamy dostęp do nie­mal nie­ogra­ni­czo­nej licz­by infor­ma­cji, a odpo­wiedź na więk­szość pytań może­my zna­leźć w cią­gu kil­ku sekund. Dzie­ci rów­nież bar­dzo szyb­ko odkry­wa­ją, że jeśli cze­goś nie wie­dzą, mogą zapy­tać rodzi­ca, wyszu­ki­war­kę, apli­ka­cję czy sztucz­ną inte­li­gen­cję i wła­ści­wie natych­miast otrzy­mać rozwiązanie.

Nie widzę pro­ble­mu w samym dostę­pie do nowych tech­no­lo­gii, bo one są i będą czę­ścią świa­ta naszych dzie­ci. Widzę nato­miast ogrom­ną potrze­bę dba­nia o to, aby pomię­dzy pyta­niem a odpo­wie­dzią nadal pozo­sta­wa­ło miej­sce na samo­dziel­ne myślenie.

Bo wła­śnie tam dzie­je się rozwój.

Logiczne myślenie, czyli właściwie co?

O logicz­nym myśle­niu mówi się dzi­siaj bar­dzo dużo, choć cza­sa­mi mam wra­że­nie, że poję­cie to zaczy­na ozna­czać wszyst­ko i nic. Tym­cza­sem logicz­ne myśle­nie nie spro­wa­dza się do roz­wią­zy­wa­nia łami­głó­wek i nie jest umie­jęt­no­ścią zare­zer­wo­wa­ną wyłącz­nie dla dzie­ci uzdol­nio­nych matematycznie.

To zdol­ność ana­li­zo­wa­nia infor­ma­cji i dostrze­ga­nia wystę­pu­ją­cych mię­dzy nimi zależ­no­ści, prze­wi­dy­wa­nia kon­se­kwen­cji, roz­po­zna­wa­nia reguł, for­mu­ło­wa­nia wnio­sków oraz poszu­ki­wa­nia roz­wią­za­nia na pod­sta­wie tego, co już wiemy.

Dziec­ko wyko­rzy­stu­je te umie­jęt­no­ści znacz­nie czę­ściej, niż nam się wyda­je. Robi to pod­czas budo­wa­nia kon­struk­cji z kloc­ków, kie­dy zasta­na­wia się, dla­cze­go wie­ża kolej­ny raz się prze­wró­ci­ła i co trze­ba zmie­nić, żeby tym razem była sta­bil­na. Robi to pod­czas gry plan­szo­wej, kie­dy pla­nu­je swój ruch, ale jed­no­cze­śnie obser­wu­je prze­ciw­ni­ka i pró­bu­je prze­wi­dzieć, co wyda­rzy się za chwi­lę. Robi to rów­nież wte­dy, kie­dy słu­cha histo­rii detek­ty­wi­stycz­nej i na pod­sta­wie pozna­nych infor­ma­cji pró­bu­je usta­lić, kto mógł być sprawcą.

Mate­ma­ty­ka jest nato­miast wyjąt­ko­wym narzę­dziem do roz­wi­ja­nia takie­go spo­so­bu myśle­nia, ponie­waż nie­mal bez prze­rwy sta­wia przed dziec­kiem sytu­acje, w któ­rych trze­ba coś zauwa­żyć, porów­nać, prze­wi­dzieć, spraw­dzić albo uzasadnić.

W MatPlus mówimy również o matematycznym myśleniu

Mate­ma­tycz­ne myśle­nie jest jed­nym z pojęć, któ­re bar­dzo moc­no wpi­su­ją się w spo­sób, w jaki patrzy­my na roz­wój dzie­ci w Mat­Plus. Nie utoż­sa­mia­my go ze spraw­nym wyko­ny­wa­niem obli­czeń ani z licz­bą pozna­nych wzo­rów czy algorytmów.

Mate­ma­tycz­ne myśle­nie rozu­mie­my jako zdol­ność dziec­ka do dostrze­ga­nia mate­ma­ty­ki w ota­cza­ją­cym świe­cie, zauwa­ża­nia zależ­no­ści i struk­tur, ana­li­zo­wa­nia pro­ble­mów oraz poszu­ki­wa­nia wła­snych stra­te­gii ich roz­wią­za­nia, a następ­nie uza­sad­nia­nia swo­je­go spo­so­bu myśle­nia i wyko­rzy­sty­wa­nia zdo­by­tych wcze­śniej doświad­czeń w nowych sytuacjach.

Dziec­ko, któ­re roz­wi­ja mate­ma­tycz­ne myśle­nie, nie kon­cen­tru­je się wyłącz­nie na pyta­niu o wynik. Z cza­sem coraz czę­ściej zasta­na­wia się, dla­cze­go roz­wią­za­nie wyglą­da wła­śnie w taki spo­sób, czy moż­na dojść do nie­go inną dro­gą, co się zmie­ni, jeśli zmie­ni­my jeden z warun­ków zada­nia oraz czy otrzy­ma­na odpo­wiedź w ogó­le ma sens.

I wła­śnie to jest dla mnie znacz­nie cie­kaw­sze niż dziec­ko, któ­re potra­fi bły­ska­wicz­nie wyko­nać kolej­ne dzia­ła­nie według pozna­ne­go wcze­śniej schematu.

„Nie wiem” nie zawsze oznacza, że dziecko nie potrafi

Pod­czas wie­lo­let­niej pra­cy z dzieć­mi zaczę­łam dostrze­gać pew­ną zmia­nę. Nie uwa­żam, że dzie­ci pięt­na­ście lat temu były zdol­niej­sze albo mia­ły więk­szy poten­cjał, bo nie widzę żad­nych pod­staw, aby tak twier­dzić. Widzę nato­miast róż­ni­cę w goto­wo­ści czę­ści dzie­ci do podej­mo­wa­nia wysił­ku intelektualnego.

Jakiś czas temu pra­co­wa­łam z chłop­cem z pią­tej kla­sy, któ­re­go popro­si­łam o prze­czy­ta­nie zada­nia tek­sto­we­go. Prze­czy­tał dwa zda­nia i wła­ści­wie natych­miast powie­dział, że nie rozu­mie zada­nia i nie wie, jak je roz­wią­zać. Kie­dy zaczę­łam zada­wać mu pyta­nia, oka­za­ło się, że nawet nie prze­czy­tał tre­ści do końca.

To była dla mnie bar­dzo zna­czą­ca sytu­acja, ponie­waż pro­blem nie pole­gał na tym, że dziec­ko nie mia­ło wystar­cza­ją­cej wie­dzy. Ono nie pod­ję­ło jesz­cze pró­by, a mimo to było prze­ko­na­ne, że sobie nie poradzi.

Odpo­wiedź nie poja­wi­ła się natych­miast, więc poja­wi­ło się „nie wiem”.

A prze­cież pomię­dzy „nie wiem” a „już wiem” znaj­du­je się ogrom­na prze­strzeń, w któ­rej dziec­ko może prze­czy­tać jesz­cze raz, zasta­no­wić się, połą­czyć infor­ma­cje, spró­bo­wać jed­ne­go spo­so­bu, wyco­fać się z nie­go i poszu­kać inne­go. To wła­śnie tam poja­wia się wysi­łek inte­lek­tu­al­ny i to wła­śnie ten pro­ces powin­ni­śmy chronić.

W edu­ka­cji mate­ma­tycz­nej mówi się o pro­duc­ti­ve strug­gle, czy­li pro­duk­tyw­nym mie­rze­niu się z trud­no­ścią. Nie cho­dzi oczy­wi­ście o pozo­sta­wia­nie dziec­ka same­go z pro­ble­mem, któ­ry prze­kra­cza jego moż­li­wo­ści, ale o sta­wia­nie przed nim takich wyzwań, któ­re wyma­ga­ją wysił­ku, a jed­no­cze­śnie są moż­li­we do poko­na­nia, cza­sem przy odpo­wied­nio dobra­nym wsparciu.

Pomagać dziecku, ale nie myśleć za nie

My, doro­śli, mamy natu­ral­ną potrze­bę poma­ga­nia dzie­ciom. Kie­dy widzi­my, że dziec­ko nie potra­fi sobie z czymś pora­dzić, pod­po­wia­da­my, poka­zu­je­my wła­ści­wą dro­gę albo sami roz­wią­zu­je­my pro­blem. Robi­my to w dobrej wie­rze, ponie­waż chce­my oszczę­dzić mu frustracji.

Tyl­ko że cza­sa­mi, usu­wa­jąc z dro­gi dziec­ka trud­ność, może­my nie­świa­do­mie usu­nąć rów­nież to, co mia­ło je rozwinąć.

W Mat­Plus czę­sto korzy­sta­my z cze­goś, co moż­na nazwać sta­wia­niem dziec­ku rusz­to­wa­nia. Bar­dzo lubię to okre­śle­nie, ponie­waż dobrze poka­zu­je rolę doro­słe­go w pro­ce­sie ucze­nia się.

Rusz­to­wa­nie poma­ga coś zbu­do­wać, ale samo nie buduje.

Podob­nie powin­no być ze wspar­ciem dziec­ka. Nauczy­ciel może zadać odpo­wied­nie pyta­nie, pod­su­nąć pomoc dydak­tycz­ną, wró­cić z dziec­kiem do prost­sze­go przy­kła­du albo podzie­lić pro­blem na mniej­sze czę­ści, jed­nak naj­waż­niej­sza pra­ca inte­lek­tu­al­na nadal powin­na nale­żeć do ucznia.

Pamię­tam dwie dziew­czyn­ki, któ­re przy­szły na zaję­cia z prze­ko­na­niem, że z mate­ma­ty­ką nie radzą sobie naj­le­piej. Były przy­zwy­cza­jo­ne do prze­pi­sy­wa­nia z tabli­cy albo korzy­sta­nia z roz­wią­za­nia kole­żan­ki. Kie­dy dosta­ły zada­nie, wie­dzia­łam, że bez dodat­ko­we­go wspar­cia może być dla nich zbyt trud­ne, dla­te­go dałam im tabli­cę z licz­ba­mi od 1 do 100.

Nie poda­łam roz­wią­za­nia. Dałam im narzę­dzie, dzię­ki któ­re­mu mogły zna­leźć je samodzielnie.

Do dziś pamię­tam moment, kie­dy zoba­czy­ły, że otrzy­ma­ły dokład­nie takie same wyni­ki jak kole­żan­ki sie­dzą­ce obok. Nagle poja­wi­ły się uśmie­chy, radość i ogrom­na satys­fak­cja, ponie­waż tym razem nie prze­pi­sa­ły odpo­wie­dzi. Doszły do niej same.

Wła­śnie takich chwil nie powin­ni­śmy dzie­ciom odbierać.

Nie zawsze trzeba iść szybciej. Czasami warto pójść głębiej

Roz­wój mate­ma­tycz­ny dziec­ka bywa utoż­sa­mia­ny z wyprze­dza­niem pro­gra­mu. Jeśli dziec­ko jest spraw­ne, szyb­ko poka­zu­je­my mu coraz trud­niej­szy mate­riał, a potę­go­wa­nie czy pier­wiast­ko­wa­nie poja­wia­ją­ce się kil­ka lat wcze­śniej potra­fi zro­bić na doro­słych duże wrażenie.

Tyl­ko czy zawsze ozna­cza to roz­wój matematyczny?

Nie musi.

Dziec­ko może nauczyć się wyko­ny­wa­nia okre­ślo­ne­go dzia­ła­nia czy zapa­mię­tać spo­sób postę­po­wa­nia, nie wyko­nu­jąc przy tym szcze­gól­nie dużej pra­cy inte­lek­tu­al­nej. Tym­cza­sem odpo­wied­nio dobra­ne zada­nie logicz­ne albo pro­blem mate­ma­tycz­ny dosto­so­wa­ny do jego wie­ku może wyma­gać znacz­nie wię­cej ana­li­zo­wa­nia, poszu­ki­wa­nia zależ­no­ści i spraw­dza­nia róż­nych możliwości.

Dla­te­go zamiast nie­ustan­nie pytać, jak dale­ko z pro­gra­mem znaj­du­je się nasze dziec­ko, cza­sa­mi war­to zasta­no­wić się, jak głę­bo­ko potra­fi myśleć.

Wła­śnie dla­te­go na zaję­ciach Mat­Plus poja­wia­ją się zagad­ki, sudo­ku, krzy­żów­ki, gry plan­szo­we, doświad­cze­nia, zada­nia pro­ble­mo­we oraz odpo­wied­nio dobra­ne zada­nia o więk­szej zło­żo­no­ści. Szcze­gól­nie waż­ny jest dla nas okres klas 1–3, któ­ry bywa nie­słusz­nie trak­to­wa­ny jako sto­sun­ko­wo łatwy i mało zobo­wią­zu­ją­cy etap edu­ka­cji. Tym­cza­sem wła­śnie wte­dy może­my budo­wać nie­zwy­kle waż­ne fun­da­men­ty, zanim mate­ma­ty­ka sta­nie się bar­dziej abstrakcyjna.

Nie zawsze trze­ba więc iść szyb­ciej. Cza­sa­mi znacz­nie waż­niej jest pójść głębiej.

Jak rozwijać logiczne myślenie dziecka w domu?

Rodzi­ce czę­sto pyta­ją mnie, czy mogą roz­wi­jać logicz­ne myśle­nie dziec­ka, jeśli sami nie czu­ją się dobrze z mate­ma­ty­ką. Odpo­wiedź jest bar­dzo pro­sta: oczy­wi­ście, że mogą.

Co wię­cej, nie potrze­ba do tego dodat­ko­wych lek­cji ani sto­su kart pra­cy. Codzien­ne życie daje nam mnó­stwo moż­li­wo­ści, trze­ba tyl­ko nauczyć się je zauważać.

1. Zamiast od razu odpowiadać, spróbuj porozmawiać

Jed­ną z naj­prost­szych rze­czy, któ­re może­my zro­bić, jest zmia­na spo­so­bu odpo­wia­da­nia na dzie­cię­ce pyta­nia. Kie­dy dziec­ko mówi, że nie wie, jak coś zro­bić, nie musi­my natych­miast poka­zy­wać roz­wią­za­nia. Może­my zapy­tać, od cze­go samo chcia­ło­by zacząć, co już wie, cze­go jesz­cze potrze­bu­je albo jak mogło­by spraw­dzić swój pomysł.

Tak pro­wa­dzo­na roz­mo­wa nie jest prze­py­ty­wa­niem dziec­ka. Jej celem jest uru­cho­mie­nie pro­ce­su myślenia.

Bada­nia doty­czą­ce domo­we­go śro­do­wi­ska mate­ma­tycz­ne­go poka­zu­ją, że mate­ma­tycz­ne roz­mo­wy pomię­dzy rodzi­ca­mi i dzieć­mi są zwią­za­ne z roz­wo­jem kom­pe­ten­cji mate­ma­tycz­nych. Meta-ana­li­za obej­mu­ją­ca kil­ka­dzie­siąt badań wska­zu­je na dodat­ni zwią­zek pomię­dzy tym, co dzie­je się wokół mate­ma­ty­ki w domu, a umie­jęt­no­ścia­mi mate­ma­tycz­ny­mi dzieci.

2. Grajcie razem, ale nie zamieniajcie gry w lekcję

Gry plan­szo­we są jed­nym z moich ulu­bio­nych spo­so­bów roz­wi­ja­nia logicz­ne­go myśle­nia, ponie­waż pod­czas zwy­kłej zaba­wy dziec­ko musi podej­mo­wać decy­zje, prze­wi­dy­wać kon­se­kwen­cje swo­ich ruchów, obser­wo­wać innych gra­czy i dosto­so­wy­wać wła­sną stra­te­gię do zmie­nia­ją­cej się sytu­acji. Uczy się rów­nież prze­strze­ga­nia zasad, cze­ka­nia na swo­ją kolej oraz radze­nia sobie z tym, że nie każ­dy pomysł pro­wa­dzi do wygra­nej i cza­sa­mi trze­ba zmie­nić spo­sób działania.

W przy­pad­ku młod­szych dzie­ci war­to­ścio­we są nawet bar­dzo pro­ste gry plan­szo­we, w któ­rych poru­sza­my pion­kiem po kolej­nych, ponu­me­ro­wa­nych polach. Bada­nia Rober­ta Sie­gle­ra i Geethy Rama­ni poka­za­ły, że zaba­wa z wyko­rzy­sta­niem takich linio­wych plansz licz­bo­wych może wspie­rać roz­wój wie­dzy o licz­bach u dzie­ci w wie­ku przed­szkol­nym. Dziec­ko nie tyl­ko prze­su­wa pio­nek, ale doświad­cza tego, że kolej­ne licz­by mają swo­je miej­sce i porzą­dek, a prze­miesz­cza­nie się po plan­szy pozwa­la łączyć licz­bę z odle­gło­ścią i wielkością.

Nie ozna­cza to jed­nak, że pod­czas rodzin­ne­go wie­czo­ru mamy zamie­niać grę w kolej­ną lek­cję mate­ma­ty­ki. Wręcz prze­ciw­nie. Graj­my, roz­ma­wiaj­my, śmiej­my się i pozwa­laj­my dziec­ku podej­mo­wać wła­sne decy­zje, nawet jeśli widzi­my, że wybra­ny ruch nie jest naj­lep­szy. Wła­śnie moż­li­wość samo­dziel­ne­go spraw­dze­nia, jakie kon­se­kwen­cje przy­nio­sła pod­ję­ta decy­zja, jest czę­ścią tego doświadczenia.

3. Czytajcie książki, przy których trzeba myśleć

Roz­wi­ja­nie logicz­ne­go myśle­nia wca­le nie musi zaczy­nać się od mate­ma­ty­ki. Świet­nym narzę­dziem są książ­ki detek­ty­wi­stycz­ne i histo­rie, w któ­rych trze­ba połą­czyć infor­ma­cje, zauwa­żyć szcze­gół albo prze­wi­dzieć dal­szy roz­wój wydarzeń.

Może­my zatrzy­mać się w cie­ka­wym momen­cie i poroz­ma­wiać z dziec­kiem o tym, kto jego zda­niem jest spraw­cą, co wska­zu­je wła­śnie na tę oso­bę, któ­re infor­ma­cje są istot­ne i czy ist­nie­je inne moż­li­we wyjaśnienie.

W ten spo­sób dziec­ko for­mu­łu­je przy­pusz­cze­nia, szu­ka argu­men­tów i wery­fi­ku­je wła­sne pomy­sły, czy­li wyko­nu­je pra­cę bar­dzo podob­ną do tej, któ­rej póź­niej potrze­bu­je pod­czas roz­wią­zy­wa­nia bar­dziej zło­żo­ne­go pro­ble­mu matematycznego.

4. Budujcie, układajcie i eksperymentujcie

Kloc­ki, puz­zle, tan­gra­my i róż­ne­go rodza­ju ukła­dan­ki prze­strzen­ne dają dziec­ku moż­li­wość mani­pu­lo­wa­nia obiek­ta­mi, ana­li­zo­wa­nia kształ­tów i prze­wi­dy­wa­nia, w jaki spo­sób poszcze­gól­ne ele­men­ty mogą do sie­bie pasować.

Umie­jęt­no­ści prze­strzen­ne są zwią­za­ne z roz­wo­jem kom­pe­ten­cji mate­ma­tycz­nych, a bada­nia nad tre­nin­giem prze­strzen­nym wska­zu­ją, że jego roz­wi­ja­nie może przy­no­sić rów­nież korzy­ści w obsza­rze matematyki.

Dla­te­go kie­dy zbu­do­wa­na przez dziec­ko wie­ża po raz kolej­ny się prze­wró­ci, nie musi­my od razu jej popra­wiać. Znacz­nie cie­kaw­sze może być pyta­nie, dla­cze­go tak się sta­ło i co moż­na zmie­nić, aby następ­na kon­struk­cja była stabilniejsza.

5. Szukajcie matematyki w codziennym życiu

Mate­ma­ty­ka nie zaczy­na się wraz z otwar­ciem pod­ręcz­ni­ka i nie koń­czy się po zamknię­ciu zeszy­tu. Jest obec­na pod­czas goto­wa­nia, robie­nia zaku­pów, pla­no­wa­nia podró­ży czy nakry­wa­nia do stołu.

Może­my zasta­no­wić się z dziec­kiem, ile skład­ni­ków potrze­bu­je­my, jeśli chce­my przy­go­to­wać podwój­ną por­cję cia­sta, spraw­dzić, czy okre­ślo­na kwo­ta wystar­czy na zaku­py albo poli­czyć, ile tale­rzy i sztuć­ców trze­ba przy­go­to­wać dla całej rodziny.

W takich sytu­acjach dziec­ko nie roz­wią­zu­je sztucz­nie stwo­rzo­ne­go zada­nia tek­sto­we­go. Mate­ma­ty­ka poja­wia się dla­te­go, że jest potrzeb­na do roz­wią­za­nia praw­dzi­we­go pro­ble­mu.

To wła­śnie wte­dy zaczy­na nabie­rać sensu.

6. Pozwalajcie dzieciom samodzielnie rozwiązywać codzienne problemy

Roz­wój logicz­ne­go myśle­nia nie wyma­ga nawet tego, żeby w danej sytu­acji poja­wi­ła się liczba.

Jeśli dziec­ko ma spa­ko­wać ple­cak na wyciecz­kę, może­my zro­bić to za nie albo pozwo­lić mu zasta­no­wić się, cze­go będzie potrze­bo­wa­ło i co może się wyda­rzyć, jeśli zmie­ni się pogo­da. Jeże­li pró­bu­je zmie­ścić zabaw­ki w pudeł­ku, nie musi­my od razu poda­wać naj­lep­sze­go spo­so­bu ich uło­że­nia. Jeśli pod­czas nakry­wa­nia do sto­łu upu­ści wide­lec, nie musi­my mówić: „Zostaw, zro­bię to sama”.

Może­my pozwo­lić mu odło­żyć brud­ny wide­lec, wziąć czy­sty i dokoń­czyć zadanie.

To drob­na sytu­acja, ale wła­śnie z takich drob­nych sytu­acji powsta­je doświad­cze­nie: coś poszło nie tak, pora­dzi­łem sobie z tym i mogłem dzia­łać dalej.

Ta umie­jęt­ność przy­da się póź­niej rów­nież wte­dy, kie­dy pierw­sza pró­ba roz­wią­za­nia zada­nia mate­ma­tycz­ne­go zakoń­czy się niepowodzeniem.

7. Pozwólmy dziecku popełniać błędy

Błąd bar­dzo czę­sto trak­tu­je­my jak infor­ma­cję o tym, że dziec­ko cze­goś nie potra­fi. Tym­cza­sem dla Nauczy­cie­la błąd może być nie­zwy­kle war­to­ścio­wą infor­ma­cją o tym, jak dziec­ko myśli.

Dla­te­go zamiast natych­miast popra­wiać nie­pra­wi­dło­wy wynik, może­my popro­sić dziec­ko, żeby opo­wie­dzia­ło, w jaki spo­sób do nie­go doszło. Bar­dzo czę­sto już pod­czas wyja­śnia­nia wła­sne­go toku rozu­mo­wa­nia samo zauwa­ży moment, w któ­rym coś prze­sta­ło się zgadzać.

Może­my rów­nież wspól­nie zasta­no­wić się, czy otrzy­ma­ny wynik jest moż­li­wy i jak moż­na go sprawdzić.

W ten spo­sób błąd nie koń­czy pro­ce­su myśle­nia. Prze­ciw­nie, może go rozpocząć.

8. I wreszcie – dajmy dziecku czas

To praw­do­po­dob­nie naj­prost­sza rada w całym tym arty­ku­le, a jed­no­cze­śnie jed­na z naj­trud­niej­szych do zastosowania.

Żyje­my szyb­ko, więc rów­nież od dzie­ci ocze­ku­je­my szyb­kich reak­cji. Zada­je­my pyta­nie, cze­ka­my kil­ka sekund, po czym poja­wia się nasze „no już”, „prze­cież to wiesz” albo pierw­sza podpowiedź.

Tym­cza­sem dziec­ko może wła­śnie analizować.

Może pró­bo­wać przy­po­mnieć sobie podob­ną sytu­ację, porów­ny­wać moż­li­wo­ści i ukła­dać infor­ma­cje w gło­wie. Jeże­li w tym momen­cie poda­my odpo­wiedź, pro­ces się kończy.

Dla­te­go cza­sa­mi naj­lep­szą rze­czą, jaką może­my zro­bić dla roz­wi­ja­ją­ce­go się dziec­ka, jest po pro­stu chwi­lę pocze­kać.

Każde dziecko potrzebuje innego czasu

Nie da się zapro­gra­mo­wać roz­wo­ju dziec­ka i okre­ślić, że po czte­rech zaję­ciach zacznie samo­dziel­nie roz­wią­zy­wać pro­ble­my, a po dwóch mie­sią­cach będzie goto­we na kolej­ny poziom.

Jed­no dziec­ko bar­dzo szyb­ko podej­mu­je wyzwa­nia, inne naj­pierw musi oswo­ić się z nową sytu­acją i poczuć bez­piecz­nie. Jed­no ma za sobą mnó­stwo doświad­czeń, dru­gie dopie­ro musi je zgro­ma­dzić. Cza­sa­mi dziec­ko potrze­bu­je rów­nież cza­su, żeby uwie­rzyć, że nie musi znać odpo­wie­dzi od razu i że może pró­bo­wać bez oba­wy przed błędem.

Pamię­tam dziew­czyn­kę, któ­ra tra­fi­ła do moc­nej gru­py i pod­czas pierw­szych spo­tkań wła­ści­wie tyl­ko na mnie patrzy­ła. Zaczę­łam zasta­na­wiać się, czy poziom wyzwań nie jest dla niej zbyt wyso­ki. Dopie­ro roz­mo­wa z mamą i kolej­ne spo­tka­nie poka­za­ły mi zupeł­nie inny obraz. Na następ­nych zaję­ciach zoba­czy­łam przed sobą bar­dzo spraw­ne mate­ma­tycz­nie dziec­ko, któ­re po pro­stu potrze­bo­wa­ło cza­su i odpo­wied­nich warun­ków, żeby się otworzyć.

Ta histo­ria przy­po­mi­na mi rów­nież, jak waż­na w edu­ka­cji jest współ­pra­ca Nauczy­cie­la z rodzi­cem. Nauczy­ciel obser­wu­je dziec­ko w gru­pie i pod­czas pra­cy, rodzic zna je z zupeł­nie innych sytu­acji, dla­te­go dopie­ro połą­cze­nie tych dwóch per­spek­tyw pozwa­la nam cza­sem napraw­dę dobrze zro­zu­mieć jego potrzeby.

Rozwój logicznego myślenia nie kończy się na matematyce

To chy­ba jed­na z naj­waż­niej­szych rze­czy, któ­re chcia­ła­bym zosta­wić rodzi­com po prze­czy­ta­niu tego tekstu.

Kie­dy dziec­ko pod­czas zajęć mate­ma­tycz­nych uczy się pozo­stać przez chwi­lę z trud­nym pro­ble­mem, nie roz­wi­ja umie­jęt­no­ści potrzeb­nej wyłącz­nie do roz­wią­za­nia kolej­ne­go rów­na­nia. Kie­dy po pierw­szej nie­uda­nej pró­bie wra­ca do zada­nia i szu­ka inne­go spo­so­bu, rów­nież nie ćwi­czy tyl­ko matematyki.

Uczy się radzić sobie w sytu­acji, w któ­rej nie wszyst­ko wycho­dzi od razu.

Uczy się, że błąd nie ozna­cza koń­ca. Że trud­ność moż­na podzie­lić na mniej­sze czę­ści. Że cza­sa­mi trze­ba wró­cić, spraw­dzić i spró­bo­wać ponow­nie. Że moż­na popro­sić o pomoc, ale nadal samo­dziel­nie wyko­nać naj­waż­niej­szą część pracy.

To są doświad­cze­nia, któ­re dziec­ko zabie­ra ze sobą znacz­nie dalej niż do następ­nej klasy.

Można zrobić bardzo dużo w domu. A jeśli chcecie więcej?

Rodzi­ce mają ogrom­ny wpływ na roz­wój logicz­ne­go i mate­ma­tycz­ne­go myśle­nia swo­ich dzie­ci, a wie­le naj­cen­niej­szych sytu­acji edu­ka­cyj­nych wyda­rza się zupeł­nie natu­ral­nie, pod­czas wspól­nej gry, roz­mo­wy, zaku­pów, goto­wa­nia czy roz­wią­zy­wa­nia zwy­czaj­ne­go codzien­ne­go problemu.

Nie trze­ba być mate­ma­ty­kiem, żeby je tworzyć.

Jeże­li jed­nak zale­ży Wam na tym, aby dziec­ko roz­wi­ja­ło te kom­pe­ten­cje regu­lar­nie, pod opie­ką odpo­wied­nio przy­go­to­wa­ne­go Nauczy­cie­la i w pro­gra­mie, w któ­rym roz­wój mate­ma­tycz­ne­go myśle­nia jest świa­do­mie zapla­no­wa­ny na kolej­ne lata, zapra­sza­my do MatPlus.

Na naszych zaję­ciach dzie­ci doświad­cza­ją mate­ma­ty­ki, roz­wią­zu­ją pro­ble­my, szu­ka­ją zależ­no­ści, podej­mu­ją wyzwa­nia, pra­cu­ją na kon­kret­nych pomo­cach, roz­ma­wia­ją o swo­ich spo­so­bach myśle­nia i uczą się samo­dziel­nie docho­dzić do roz­wią­za­nia. Pra­cu­je­my w małych gru­pach, ponie­waż dzię­ki temu Nauczy­ciel może napraw­dę obser­wo­wać dzie­ci, reago­wać na ich potrze­by i sta­wiać przed nimi wyzwa­nia odpo­wied­nie do ich aktu­al­nych możliwości.

Nie zale­ży nam na tym, aby każ­de dziec­ko zawsze zna­ło odpowiedź.

Znacz­nie bar­dziej zale­ży nam na tym, aby nie bało się jej szu­kać.

Bo roz­wój mate­ma­tycz­ny nie jest wyści­giem, a dziec­ko nie jest maszy­ną, któ­rą moż­na zapro­gra­mo­wać na okre­ślo­ny wynik w okre­ślo­nym cza­sie. Potrze­bu­je doświad­czeń, wyzwań, mądre­go wspar­cia i prze­strze­ni na wła­sne myślenie.

Potrze­bu­je rów­nież cza­su. My ten czas chce­my mu dać.

Tak roz­wi­ja­my mate­ma­tycz­ne skrzydła.

Joan­na Gro­dec­ka
CEO Mat­Plus
mgr inż. Mate­ma­ty­ki Sto­so­wa­nej
twór­czy­ni pro­gra­mu i meto­dy MatPlus

Polityka prywatności | Polityka cookies | © Copyright 2026. All Rights Reserved. | Euforino

crossmenu