Twoje dziecko kiedyś ci za to podziękuje

Joanna Grodecka autor:
Joanna Grodecka

Wyobraź sobie, że idziesz do restau­ra­cji. Lokal jest pra­wie pusty. Pra­wie, bo przy jed­nym ze sto­li­ków sie­dzi jakiś człowiek.

Skła­dasz zamó­wie­nie. Czło­wiek przy dru­gim sto­li­ku zama­wia dokład­nie to samo. Po chwi­li kel­ner przy­no­si tala­rze dla Cie­bie i dru­gie­go gościa restauracji.

To, co znaj­du­je się na Two­im tale­rzu, wyglą­da świet­nie, ale nie ma w tym nic dziwnego.

Ta potra­wa zbie­ra od jakie­goś cza­su fan­ta­stycz­ne recen­zje. Roz­pły­wa­ją się nad nią naj­bar­dziej wyma­ga­ją­cy kry­ty­cy kuli­nar­ni na świe­cie. Zaczy­nasz jeść. Poły­kasz kęs za kęsem, por­cję za por­cją i… nic.
Nie czu­jesz ani sma­ku, ani zapachu.

Nic. Zero.

Tym­cza­sem dru­gi gość wyda­je z sie­bie dźwię­ki świad­czą­ce o tym, że doświad­cza wła­śnie praw­dzi­wej kuli­nar­nej roz­ko­szy. Zaczy­na gło­śno kom­ple­men­to­wać mistrza kuch­ni, któ­ry to danie przygotował.

Odwra­casz się. Patrzysz na jego talerz i oka­zu­je się, że od same­go począt­ku był on… zupeł­nie pusty! Dziw­ne, praw­da? Czu­jesz, że ktoś ode­brał Ci całą przy­jem­ność z tego obia­du. Ukradł Ci ją.

I teraz najlepsze:

Tro­chę podob­nie jest, kie­dy odra­biasz zada­nie domo­we z mate­ma­ty­ki za swo­je dziecko.

Roz­wią­zu­jąc kolej­ne zada­nia, odbie­rasz mu całą satys­fak­cję pły­ną­cą z odkry­cia pra­wi­dło­we­go roz­wią­za­nia. Pozba­wiasz je przy­jem­no­ści, jaką daje samo­dziel­ne upo­ra­nie się z trud­nym problemem.

Tak, wiem, że chcesz dla nie­go jak najlepiej.

Chcesz mu ulżyć. Chcesz mieć to z gło­wy, bo masz cięż­ki dzień. Chcesz się z tym upo­rać, bo jest już póź­no i trze­ba iść spać.

Tyle że odra­bia­nie zadań za dziec­ko nicze­go nie roz­wią­zu­je. Wręcz prze­ciw­nie. Sku­tecz­nie pogłę­bia pro­ble­my Two­je­go dziec­ka z matematyką.

To tro­chę tak, jak­by tre­ner per­so­nal­ny ćwi­czył za swo­je­go klien­ta: cho­dził za nie­go na siłow­nię, bie­gał za nie­go na bież­ni i tak dalej.

Jest jesz­cze coś.

Wyrę­cza­jąc dziec­ko, uczysz je, że nie musi za nic brać odpo­wie­dzial­no­ści. Że w razie cze­go zawsze przyj­dziesz mu z pomo­cą. Nawet jeśli będzie mia­ło 30 lat.

Naj­gor­sze jed­nak jest to, że uczysz je oszu­ki­wa­nia, krę­ce­nia i kom­bi­no­wa­nia. Bo prze­cież jutro nie powie w szko­le, że samo wyko­na­ło zada­nie, prawda?

Dla­te­go jeśli Two­je dziec­ko ma pro­ble­my z mate­ma­ty­ką, a Ty nie masz cza­su albo kom­pe­ten­cji, żeby mu w tym pomóc, zrób jed­ną pro­stą rzecz.

Pomyśl o zaję­ciach z mate­ma­ty­ki, któ­re łączą naukę z zabawą.

O zaję­ciach, któ­re pomo­gą mu odzy­skać wia­rę we wła­sne możliwości.

O zaję­ciach, na któ­rych Two­je dziec­ko po raz pierw­szy poczu­je fraj­dę, jaką daje samo­dziel­ne roz­wią­za­nie trud­ne­go zadania.

Polityka prywatności | Polityka cookies | © Copyright 2026. All Rights Reserved. | Euforino

crossmenu